fearless wedding photographer ispwp wedding photographer ispwp wedding photographer
dr5000.com, logo

Jesteśmy rodzeństwem, które poza więzami krwi
połączyła ogromna pasja, zawód i wspólne cele.

Szkolimy » Bezpłatne filmy o fotografii
7 listopada 2013
10 marca 2018
Rafał Krasa

W skali makro

W skali makro

Film na jutubie jest tu: http://www.youtube.com/watch?v=DIKUT3K4C6o

Do pobrania pliki w pełnej rozdzielczości pokazane w filmie:

Szanowni, Moi Drodzy, Kochani!

Na ten film kazaliśmy Wam czekać dość długo. Wstępny plan przewidywał jego publikację już trzy tygodnie temu, Trudno. Grunt, że w końcu jest. Tyle, że nudny… Co niby z perspektywy portretu i reportażu jest ciekawego w makro fotografii? Co w portrecie można powiększać? Co poza robakami i kwiatkami? Z tą nudą oczywiście się zbijam, bo dzisiaj, właśnie z perspektywy reportażu i portretu, odpowiem: wiele.

Pytanie brzmi – od czego zacząć? Makro przyszło do nas z, nazwijmy to, potrzeby estetycznej. Podczas fotografowania reportaży ślubnych, eventów czy produktów często potrzebowaliśmy ostrości na różnych maleńkich detalach, biżuterii, makijażu, czasem jakimś kwiatku. Potrzebowaliśmy rodzaju uzupełnia, odrobiny tej abstrakcji. I pomimo zerowej wiedzy w temacie, po bardzo krótkim rekonesansie, kupiliśmy zooma z makro. Cieszyłem się, miałem wrażenie, że przechytrzyłem system i za marne 600 zł mieliśmy starego Nikkora 28-105mm f/3,5-4,5D IF. Wtedy, już po zakupie, po raz pierwszy dowiedziałem się co to jest odwzorowanie i, że 1:2 to praktycznie wcale nie jest jeszcze makro, bo dopiero 1:1 oznacza, że można fotografować przedmiot wielkości matrycy aparatu – np. całą pięciogroszówkę. Tak czy inaczej, poza marnym odwzorowaniem, ten zoom wcale nie jest taki zły – ostry, kolorowy, dość mocnej konstrukcji, ale wszystko dobrze działa tylko w normalnych kadrach. W powiększeniach narożniki wyglądają tragicznie. Wręcz zdarza się, że przy kombinacji pewnej ogniskowej i odległości, obiektyw całkowicie obcina rogi zdjęcia, na czarno. To nigdy nie były nasze podstawowe zdjęcia z reportażu, a jedynie uzupełniające, ale strasznie brakowało nam jakości i możliwości powiększania jeszcze odrobinę bardziej..

W końcu przytrafiło nam się zlecenie z fotografii produktowej takich malutkich przedmiotów i zaczęliśmy się rozglądać za jakimś poważniejszym rozwiązaniem. To była sesja komercyjna, więc wręcz wypadało. Tak zaczęliśmy makro w skali na prawdę makro.

I tu chcę jasno i wyraźnie uprzedzić wszystkich głodnych nienawiści – nie jesteśmy autorytetem makrofotografii, nie mam się za specjalistę i nie wykładam tu wiedzy absolutnej. Ja nie chcę nikomu wciskać, że nasze sposoby to te jedyne słuszne. Wręcz jest odwrotnie. Zupełnie na luzie sięgnęliśmy po coś, o czym kompletnie nie mieliśmy pojęcia, potem pokonaliśmy pewne trudności, rozwiązaliśmy jakieś tam zagadki, a dziś o tym mówię w takiej…pigułce, w kilkanaście minut.

Nikkor 28-105mm to było zwykłe zalepianie dziury. W poszukiwaniu tych poważnych opcji znaleźliśmy trzy rozwiązania, które stosujemy do dziś. Celowo całkowicie pominę soczewki makro, bo moim zdaniem to akurat zupełne nieporozumienie.

Pierwsze racjonalne rozwiązanie to pierścienie makro. Ich ceny wahają się od kilkudziesięciu do powiedzmy 300 zł. Pierścień pozawala mocować obiektyw w pewnej odległości od matrycy i dzięki temu ten jest w stanie ostrzyć z małej odległości. Niestety, wyłącznie z małej, bo po takim zamocowaniu obiektyw traci możliwość ogniskowania na nieskończoność i w zależności od dystansu, może okazać się, że ostrzy np. od 2 cm do 5 cm. Dodatkowo, im większa odległość obiektywu od matrycy tym mniej światła na nią pada, w sensie na matrycę. To tak jak świecić w ścianę latarką z metra albo z 10 metrów – z 10 metrów do ściany doleci mniej światła. Tak samo po założeniu pierścieni może okazać się, że na f/2.8 obiektyw oddaje światła tyle co na f/11 bez pierścienia.

Pierścienie standardowo występują w zestawach po trzy sztuki o różnej grubości i można je założyć nawet wszystkie trzy na raz. One albo nie mają, albo mają styki i ten ”śrubokręt”, więc mogą przenosić autofokus, przesłonę, normalnie wszystko zapisuje się w EXIFach, czyli działa pełna automatyka korpusu. Moim zdaniem należy wystrzegać się pierścieni wykonanych całkowicie z plastiku, całkowicie razem z gwintami mocującymi. Do odważnych świat należy, ale ja nie skręciłbym takimi pierścieniami D800 z 70-200mm f/2.8, a nawet lżejszych zestawów. Po prostu nie wierzę, że to wytrzyma. Poza tym, co chyba przeraża mnie najmocniej, od przykręcania, przecież plastik ściera się z kołnierzy gwintu i wszystkie te opiłki trafiają gdzie? Do komory lustra i na matrycę. To taka chińska szalona inwencja. Nasze pierścienie są niby też z plastiku i to dobrze, bo są lekkie, ale przykręcono do nich metalowe gwinty. Może to nie mega wytrzymałość, ale wygląda nieco lepiej. To są Meike, 12, 20, 36 mm, czyli po połączeniu wszystkich, obiektyw można zamocować prawie 7 cm od gwintu w korpusie.

Zalety są oczywiste. Lekkie, tanie, nie trzeba nosić dodatkowego obiektywu. A kiedy np. na reportażu przychodzi nam się rozdzielić, każde z nas ma swoje makro. Jednak najważniejsze jest to, że zdjęcia wykonane z użyciem pierścieni są bardzo wysokiej jakości. Prawie tak wysokiej na jaką pozwala sam obiektyw. Co prawda zwykle pojawiają się bonusy, głównie aberracje oraz winietowanie, ale to jest jedno kliknięcie i znikają. Ważny jest dobór odpowiedniego obiektywu, jedne działają lepiej, a inne gorzej.

Druga nisko budżetowa opcja to M42. Stare obiektywy na tym gwincie są tanie i stosunkowo łatwo przerobić je na obiektywy makro. Wystarczy wygrzebać ze strychu starego Heliosa, dokupić adapter M42 na gwint F lub EF za 30 zł i w zasadzie już. Prawie już, bo ja poszedłem o krok dalej. Nawierciłem otwory w pierścieniu i śrubkami wkręciłem go w miejsce oryginalnego gwintu M42. Tak przerobiłem Heliosa 44M4 na manualny obiektyw do Nikona. Tyle, że z adapterem gwintu M42 na F obiektywy nie łapią ostrości na nieskończoność, chodzi o dystans grubości adaptera, a więc nieźle wychodzi im makro. Tylko po co kupować adapter do starego obiektywu, skoro dopiero powiedziałem o pierścieniach? Brzmi bez sensu, ale nie jest, bo M42 to zupełnie inna bajka. Twardy, nerwowy, ostry, ruski, wręcz wygięty w banana bokeh. Heliosem fotografujemy co trzecie, co czwarte zdjęcie makro. Dużo, bo jest w tym sporo magii i takiej odmienności.

Ale to są wszystko półśrodki. Tak na prawdę jedyną poważną opcją są dedykowane obiektywy makro. Od razu można zakładać, że z pewnością są dużo bardziej doskonałe jeśli chodzi o jakość obrazu oraz, że są zoptymalizowane w obsłudze. Tak, ani Helios, ani żaden inny obiektyw z pierścieniem nie jest w stanie ostrzyć na nieskończoność. Obiektyw makro może i to tak po prostu. Dodatkowo, jest coś czego na początku nie wiedzieliśmy i nie przewidywaliśmy. W zbliżeniach głębia ostrości jest mega płytka, mega bardzo, chyba nawet w dzięsiętnych częścich milimetra. Często więc pożądany jest niestandardowo mały otwór przesłony i na przykład „pięćdziesiątka” przymyka się do f/16, ale obiektywy makro osiągają nawet f/64!

My przy wyborze wzięliśmy pod uwagę dwa obiektywy jakie pasują do Nikona. Najdroższy i najtańszy, czyli Nikkora 105mm f/2.8 i Tokinę 100mm f/2.8. Można zakładać, że drogi Nikkor będzie wyznacznikiem jakości. Za to tania Tokina, przynajmniej na papierze, ma bardzo zbliżone parametry, więc jest tak samo interesująca. Tanio i dobrze, albo drogo i najlepiej. I co?

Różnią się – budową, autofokusem, stabilizacją, obrazem, kolorami i flarami. Nikkor zbudowany jest jak taka stalowa rura zalana betonem. Cały z metalu i grubego plastiku, zimny, bardzo ciężki. Tokina może nie jest delikatniejsza, ale na pewno sprawia wrażenie bardziej “babskie”… Autofokus. W Nikkorze to silnik ultradźwiękowy, oczywiście bezgłośny, ale zaledwie przeciętnie szybki. Na zakresach makro wręcz powiedziałby powolny. Tokiną kręci śrubokręt z korpusu – bzyczy i jest jeszcze wolniejsza od Nikkora. Nie ma co jednak marudzić, od metra do nieskończoności oba obiektywy łapią ostrość w mgnieniu oka i to bardzo pewnie. Stabilizacja. Tu sprawa jest prosta – w Nikkorze jest i działa bardzo dobrze. W Tokinie nie ma jej wcale.

Niestety to koniec dobrych wieści dla Nikkora. Bardzo, bardzo nie chcę tego mówić, bo uwielbiam tę markę za co najmniej kilkanaście genialnych obiektywów i większość Nikkory kupowałem praktycznie z zamkniętymi oczami, ale w tym konkretnym przypadku Tokina daje minimalnie lepszy obraz. Po kolei. Kolory. To akurat nie duże zmartwienie, bo wszystkie nasze obiektywy profilujemy wzornikiem. Nie mniej oba nie są idealne i wymagają dość sporej korekcji, choć każdy w inną stronę. Niestety takie kwestie jak ostrość, aberracje i kontrast to już nie małe zmartwienie. Ciężko Nikkorem uzyskać dobrze naświetlone zdjęcie i jednocześnie zarejestrować czerń w kadrze. Ten problem widać gołym okiem na wyświetlaczu aparatu. Tokina jest taka krystaliczna, w Nikkorze zwyczajnie brakuje kontrastu. Co czarne jest szare, chyba, że mocno niedoświetlone. Cierpi na tym również rozdzielczość optyczna, bo słaby kontrast obniża wartości MTF i to znowu widać gołym okiem. Do tego dochodzą aberracje. Tokina rejestruje twarde przejścia z czerni w biel i można spodziewać się tam aberracji – są, powiedzmy średnio małe. Ale Nikkor rozmazuje te krawędzie, a aberracje i tak tam są i to wcale nie na niższym poziomie niż w Tokinie. Kolejna poważna, chyba największa wpadka Nikkora to praca pod ostre światło. Tokina jest po prostu niewiarygodna, ciężko złapać nią jakąkolwiek flarę czy spadek kontrastu nawet celując prosto w słońce. Tymczasem z Nikkorem trzeba uważać w słoneczne dni, bo z boków łapie światło i to jeszcze bardziej obniża kontrast. Nic z dumnego N na obudowie, jest słabo…

A żeby nie być gołosłownym, na naszym blogu zamieściłem pliki w pełnej rozdzielczości, z EXIFami, bezpośrednio z tego samego korpusu. Nie są to żadne naukowe testy, ale gołym okiem widać różnicę, a może nawet podobieństo, i to pomimo, że lampy stały za aparatem i nie było światła, które powodowało spadek kontrastu. Poza studiem różnice są większe, bo światło jest wszędzie dookoła. To wygląda tak, jakby Tokina użyła bardziej przezroczystego szkła, o lepszej transmisji. Domyślam się, że to zasługa lepszych powłok antyrefleksyjnych, dzięki którym światło nie odbija się tak łatwo od powierzchni kolejnych soczewek, tylko wnika w materiał. Odbite światło, które błąka się pomiędzy szkłami, zawsze powoduje spadek kontrastu. Niestety w tym porównaniu różnica jest duża.

To wnioski, które częściowo pokrywają się z tym co można znaleźć w internecie, ale nie ma co udawać, kontrast, ostrość i aberracje zaskoczyły mnie strasznie. Ci w internecie to przecież testerzy, oni nie robią zdjęć tylko test, ale z aparatem w ręku, okazuje się, że wrażenia są jeszcze bardziej zaskakujące, bo z życia wzięte i pominęte przez testerów. Autofokus Tokiny może wyglądać na wolny gdy się patrzy na obiektyw z zewnątrz…ale szybszy Nikkor nic nie zmienia w trakcie fotografowania. To makro nie olimpiada. Tam gdzie Tokina nie zdąży, nie zdąży też Nikkor. W obu przypadkach autofokus po prostu robi swoją robotę jak trzeba.

Tak samo jak szybkość ostrzenia, nieco bezsensowna wydaje się stabilizacja w Nikkorze. Pomimo, że to pierwsza generacja, czerwony VR I, to oczywiście śmiga jak szalona. Przy fotografowaniu z ręki, stabilizacja działa w pionie oraz poziomie i w tych płaszczyznach zdjęcia wychodzą nie poruszone na absurdalnych czasach rzędu 1/4 s. Fajnie, ale już minimalny ruch aparatu, dosłownie o milimetr do przodu lub do tyłu i zdjęcie jest całkowicie nieostre. Tym bardziej na f/64. Niby głębia jest ogromna, łatwiej z ostrością, ale wtedy czasy liczone są w sekundach. Tu nie potrzebna jest stabilizacja, a statyw. To trochę tak, że technologia stabilizacji faktycznie tam jest, ale ja nie rozumiem po co.

Do tego cały czas mam w głowie tę cenę. Za dwie Tokiny nie kupiłbym jeszcze nawet jednego Nikkora 105mm f/2.8. Różnica jest więc ogromna, a mnie trudno wyzbyć się wrażenia, że duża część tej ceny to zbędne wodotryski. Aby zobrazować, że to sporo, podam przykład. Wielu fotografów, zwłaszcza ślubnych, obiektywów makro używa również do portretu. Ogniskowa idealnie się do tego nadaje, f/2.8 to już sporo bokehu, a zawsze jeden obiektyw to taniej niż dwa. Otóż nie. Za jednego Nikkora 105mm f/2.8 możemy kupić Tokinę 100mm f/2.8 i Nikkora 85mm f/1.8G. Poza gratisem w postaci genialnego obiektywu za blisko 2000 zł, nie czuję abym w tej sytuacji cokolwiek stracił jeśli chodzi o makro.

Problem jest o tyle duży, że na koniec i tak chodzi o jakoś obrazu, a tu może nie ogromną, ale jednak przewagę pokazuje Tokina. Gdyby nie moja wnikliwość, pewnie ślepo sięgnąłbym po Nikkora i po pierwszych słabych zdjęciach, z odrobiną pokory, zwaliłbym winę na siebie. Mam najdroższy obiektyw i robię słabe zdjęcia. O co chodzi?

Niezależnie od porównania praca Tokiną jest aż nudna. Pyk, ostre, pyk ostre, kolorowe, kontrastowe, piękne obrazu. To jest dokładnie to czego należy spodziewać się również po Nikkorze, pyk ostre, pyk ostre, tyle, że ta ostrość jakaś taka blada i mniej wyraźna. Za to w tej sytuacji perścienie makro wypadają lepiej niż można było przypuszczać. Ja sam w to nie dowierzając ustawiłbym je zaraz za Nikkorem. M42 to ukochany przez nas trick, sama magia, ale jak wiadomo fotografia to fizyka i matematyka, żadne tam czarymary, wiec Heliosa traktujemy jak eksperyment.

Generalizując sprawę, w reportażu makro jest trudne. Niby wszystko jest w mniejszej skali, ale wymaga kreatywności, kombinowania i cierpliwości. To nie jest coś co łatwo widzieć jeszcze przed wykonaniem kadru. Oko ludzkie nie dostrzega wielu tak małych detali jak faktury, odbicia. Trzeba mocno gimnastykować się, aby stworzyć ten mikro świat. To zdjęcie powstało wyłącznie z pomysłu. To pierścionek zaręczynowy, który został postawiony ma stopce odwróconego kieliszka. Dzięki temu uzyskałem szklistą powierzchnię i odbicie. Kolor to telewizor – nie dość, że uzyskałem tło, to podświetlił również szklany kieliszek. Odpowiednią barwę wybrałem sobie z menu Playstation 3, gdzie można dobrać sobie kolor tła systemu. Proste? Oczywiście, ale makro w liczbie mnogiej to więcej takich pomysłów i od tego kombinowania czasami zaczyna płonąć głowa.

Na jeden z ostatnich tegorocznych ciepłych, sierpniowych spacerów zabraliśmy Heliosa oraz Tokinę. To był na prawdę bardzo minimalistyczny zestaw, bez statywu, maleńka torba. Do tego spryskiwacz z wodą i bez napięcia powstały zdjęcia na tyle dobre, że kiedy Tokina Polska dowiedziała się, że to ich obiektyw, zdjęcia natychmiast pojawiły się na stronie producenta. To o tyle sympatyczne, że wiele z nich powstało jedną ręką, w drugiej trzymałem przecież spryskiwacz. Kadr motyla z Heliosa nie był wyostrzony. Obiektyw ustawiłem w jakiejś pozycji, a następnie ostrość ustawiłem zbliżając się i oddalając. Za to motyl z Tokiny to “powolny” autofokus na maksymalnie otwartej przesłonie. O takiej głębi ostrości!

Wkręciliśmy się nieco i od jakiegoś czasu makro stało się nieodłącznym elementem bardzo wielu naszych sesji. To takie urozmaicenie, którego nie spodziewa się zwykle żaden z naszych klientów. Te kadry zawsze wzbudzają dyskusję i zwracają uwagę na całą serię zdjęć. Oczywiście nadal nie kręci mnie bieganie za motylami przez całe życie, ale też raz na jakiś czas taki trafiony motyl to dużo radości. Poza tym, powiększenia to całkowicie nowe możliwości. Mogę w każdej chwili wysilić jedną czy dwie żyłki między uszami i zrobić coś, co po tysiącach wykonanych kadrów, wciąż mnie zaskoczy. Wysilić się w całkiem innej płaszczyźnie niż na codzień. To trochę tak jak podczas snu, warto na chwilę przekręcić się z lewego boku na prawy, aby po chwili znowu wygodnie spało się na lewym.

Podobne wpisy:
fotografia ślubna warszawa, zdjęcia ślubne warszawa, Wygodne jak profileBezpłatne filmy o fotografii29 stycznia 201525 października 2017Rafał Krasa

Wygodne jak profile

Przy okazji tematu warsztatów, z komentarzy na ich temat wynikło, że niewielu zrozumiało jak wygląda nasza praca od strony komputera. Akurat teraz jesteśmy w trakcie tworzenia nowych profili, dla nowych aparatów i pomyślałem, że to idealny moment, aby powiedzieć coś więcej na ten temat. Zapraszam więc na film, w którym tłumaczę jak chłop krowie na miedzy :)

fotografia ślubna warszawa, zdjęcia ślubne warszawa, Jak brzytwa z automatuBezpłatne filmy o fotografii13 stycznia 201529 października 2017Rafał Krasa

Jak brzytwa z automatu

Będzie o łapaniu ostrości. I to w automacie, bo tak się teraz łapie ostrość. Na pierwszy rzut oka, nie bardzo jest o czym mówić, automat to automat, ale kiedy na forach wystawiamy nasze reportaże na pożarcie, akurat za ostrość jesteśmy przeważnie chwaleni. Coś więc musi być na rzeczy i z pewnością nie jest to, jak często słyszymy, zasługa sprzętu, bo my fotografujemy dokładnie takimi samymi aparatami jak każdy z Was, często może nawet gorszymi. Moim zdaniem, problem musi tkwić więc w technice pracy autofokusem i mam zamiar gadać o tym przez najbliższe pół godziny.

fotografia ślubna warszawa, zdjęcia ślubne warszawa, Fotografia nieśmiertelnaBezpłatne filmy o fotografii21 maja 201410 marca 2018Rafał Krasa

Fotografia nieśmiertelna

Nie jest tajemnicą, że prawie rok temu na stanowisko macro wybraliśmy Tokinę 100 f/2.8 i w zasadzie od samego początku do jej producenta wysyłamy prawie wszystko co robimy tą „setką”. Tak na Jana. I są efekty. Dzięki temu, na ich stronie można obejrzeć nasze zdjęcia makro roślinek i owadów, czasem coś pojawi się na ich fejsbuku. Ale w tym roku udało nam się dla Tokiny wykonać sesję całkiem innego kalibru.

21 komentarzy

7 listopada 2013

Bardzo lubię Wasze filmiki/poradniki. W sumie to nie wiem czy bardziej za to o czym mówicie, czy za to jak to mówicie :) Szkoda, że nie zrobiliście porównania tych obiektywów z Tamronem 90mm 2.8, który jest uważany za jeden z lepszych makro obiektywów. W każdym razie wielkie dzięki za ten i wszystkie inne filmiki :)

7 listopada 2013

Pięknie dziękuję! Kwestia porównania do Tamrona padła też na jutubie. Jak tylko będziemy mieli Tamrona, porównanamy go z tym co już wiemy. Szczerze powiem, te wyniki mnie tak zaskoczyły (nie planowałem takiej opinii), że w tej sytuacji faktycznie trzeba spojrzeć też przez Tamrona. Strzelam w ciemno, bo nie mam pojęcia, ale nie bardzo ma szansę być dużo lepszy, bo Nikkor i Tokina są super, ale Tokina sięga w ogóle granic fizyki.

Piotr
7 listopada 2013

Jak zwykle rewelacyjnie się oglądało, przyznam szczerze że czekałem na kolejny odcinek. Spowodowałeś Rafale, że zapragnąłem zobaczyć świat z makro, czego nigdy bym się nie spodziewał. Jakoś wasze filmy powodują we mnie jakby chęć nagłego wyjścia i robienia zdjęć, nawet jak jest 11 w nocy i leje deszcz.

A Tokina … kolejna skarbonka na kolejny cel ;)

7 listopada 2013

Czym kręcicie materiał video w których Rafał się wypowiada (body, obiektyw)? ;)

7 listopada 2013

Bardzo dziękuję za komentarze i w ogóle odzew. Myślałem, że zanudzę wszystkich, a tu nowe subskrypcje. Bardzo się cieszę, o tak: :D

Odnośnie techniki i sprzętu filmowego zrobimy mały „making of” (pokażę się bez makijażu!), myśle, że zaspokoi to wszystkich ciekawskich, ale to jeszcze chwila.

8 listopada 2013

jaaaaa!!! mega inspirujący filmik! dziękuję

Karina
9 listopada 2013

Tokina :) szukałam tak dobrego obiektywu !

Maniek
10 listopada 2013

Wow faktycznie nawet po samplach wolałbym Tokinę. Do tego jeszcze wasze fotki są tak magiczne że szczeka opada! Każda jedna jak tapeta w Windowsie :)

MB
12 listopada 2013

obiektywy macro do małego obrazka nie osiągają przesłony f/64 rozumianej jako kontrola głębi ostrości (jak sugerujesz). Tak naprawdę jest to powiedzmy f/22 (sprawdźcie to ostrząc w dal na tej samej „przesłonie”). Nikon melduje, że jest to f/64 żeby poprawnie ekspozycję i flesh ustawić.

12 listopada 2013

Nie chcę się spierać, bo nie czuję się kompetentny, ale oto dwa sample:

1. Tokina M100 f/2.8 @ f/64

2. Nikkor 70-200 f/2.8 @ f/22

Może coś w tym jest co piszesz, ale drugie zdjęcie zrobione jest na f/22 i ma mniejszą głębię ostrości, pomimo, że wycelowałem z większej odległości. Gdybym był w stanie z 70-200 zbliżyć się tak jak Tokiną, głębia byłaby jeszcze mniejsza. To o czym powiedziałem w filmie wynika z co zaobserwowałem pracując tymi obiektywami.

KŻŚ
12 listopada 2013

Końcówka mocna i w pełni się z nią zgadzam! czasami warto zaskoczyć nawet samego siebie inną perspektywą ;) Dzięki za test !

MB
13 listopada 2013

Geometryczna głębia ostrości zależy od faktycznej przesłony (stosunek otworu względnego do ogniskowej), odległości i ogniskowej. Niestety ta faktyczna zależy też od konstrukcji obiektywu – dlatego porównywanie 2 różnych konstrukcji mija się tu z celem – zwłaszcza porównywanie obiektywu makro z 70-200/2.8 który obarczony jest wadą konstrukcyjną przesuwania ogniska (ma inne ogniskowe w zależności od punktu ogniskowania). Do takiego testu lepiej wziąć Nikkora 70-180.
To, że szła makro mają możliwość „zejścia” do f/64 to tylko informacja dla światłomierza TTL o ile zmieni się ekspozycja jak się przymknie przysłonę (w sensie w faktycznym momencie wykonania foty) i od jakiego poziomu kontroli błysku ma zacząć błyskać flesz jeśli będzie użyty. Przecież przesłona nie domyka się bardziej – sprawdź to naciskając guzik DOF i kręcąc pierścieniem do ogniskowania.
To f/64 bardziej można odnieść do straty światła jaka następuje po dokręceniu pierścieni pośrednich (co słusznie zauważyłeś). Gdyby nawet małoobrazkowe obiektywy mogły się domykać do f/64 to obrazy były by nie do użycia bo dyfrakcja zjadła by całą ostrość.
Ogólnie to bardzo fajny filmik i dobrze, że dzielicie się tym co zauważacie. Ale nie można przy tym dorabiać sobie teorii

13 listopada 2013

Oczywiście, że otwór przesłony mierzony linijką nie może zejść do f/64, bo oczywiście dyfrakcja na f/16 jest już zauważalna, a na f/64 zdjęcie wyglądałoby jak we mgle. Co nie zmienia faktu, że odpowiednia konstrukcja obiektywów makro, o czym sam napisałeś, powoduje, że można zwiększyć głębię ostrości, co pokazałem na samplach (zmiana odległości do przesłony). Tak, z DOF masz rację, ale na ostrości na nieskończoność wciąż mogę ustawić f/32, co jest wartością nieosiągalną dla rzeczonej 50-tki, którą schodzi do f/16. Nie dorobiłem teorii, wciąż podtrzymuję, że przymkniętym obiektywem makro uzyskasz największą głębię ostrości w makro jak widziałem na oczy.

I nie waż się mówić, że 70-200 VRII jest obarczony jakąkolwiek wadą. To obiektyw idealny, jak monolit z Odysei Kosmicznej 2001! :)

14 grudnia 2013

Soczewki to faktycznie słaby pomysł ale żeby tanio zacząć można drogą kupna nabyć jakiegoś Raynoxa, np DCR250 czy inny model. Ma duże ograniczenia ale to i tak najtańszy sposób na makro. Cena/jakość (wg mnie) jest całkiem dobra.

20 stycznia 2014

Witam. Ja troszkę z innej beczki zapytam. Mianowicie interesuje mnie wykorzystanie tokiny do czegoś poza makro. Próbowaliście go używać do portretów? Nadaje się do tego? Jak się sprawuje af na krótszej skali? Pewnie nie jest to demon prędkości. Ale nie fotografuję sportu a taka ogniskowa i przesłona przypominają trochę 105 lub 135 dc nikkora :)

Grabus
6 lutego 2014

Jest jeszcze sposób o jakim przeczytałem w wywiadzie z Ireneuszem Walędzikiem tutaj, polegający na przykręceniu obiektywu odwrotnie na aparat. Można zakupić adaptery przykręcane jak filtr, które pozwalają na odwrotne mocowanie. Strasznie trudno się tego używa, bo przysłonę trzeba ustawić sposobem jeszcze przed zamocowaniem obiektywu, co powoduje, że podczas robienia zdjęcia w wizjerze jest ciemno, a ostrość trzeba ustawić ręcznie, ale powiększenia jakie takie rozwiązanie może zapewnić potrafią być oszałamiające.

Kamila
31 marca 2014

Witam serdecznie,
Z tego co wyczytałam (i usłyszałam na filmie) rozumiem, że do Heliosa 44m-4 nie stosujecie pierścieni, a jedynie przejściówkę. Czy to wystarczy dla uzyskania takiego magicznego makro jak u was? Czy może lepiej dokupić pierścienie?
A może źle zrozumiałam, bo pojawia się zdanie „Nawierciłem otwory w pierścieniu i śrubkami wkręciłem go w miejsce oryginalnego gwintu M42”. Czyli jak? Stosujecie przejściówkę+pierścień? Pogubiłam się w tym. Proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam,
Kamila

dr5000
31 marca 2014

Sam pierścień mocujący już jest dystansem i obiektywy na M42 nie łapią ostrości na nieskończoność, zakres przesuwa się w stronę makro. Jednak motylek był za mały i poza pierścieniem mocującym zastosowaliśmy też pierścień makro – o ile dobrze pamiętam, najcieńszy, 10 mm. Taki łączny dystans dał ~10-20 cm przestrzeni między obiektywem, a obiektem – jak na 50tkę, to idealna odległość.

Kamila
1 kwietnia 2014

Dziękuję za odpowiedź. Pokombinuję z tym heliosem :)

31 października 2014

Najtańszym sposobem na makro to nie szkiełka raynoxa a obiektywy mocowane na odwrotkę… Przy ogniskowej 28 mm i niższej mocowanej frontem do matrycy mamy skale odwzorowania przekraczającą 1:1. Wystarczy że zamocujecie KITa na odwrotnym pierścieniu ustawionego na ogniskową 17 mm i macie potężne makro. Państwo Kucharscy , moim zdaniem autorytet w temacie makro polecają starą wersję takumar-a 28 mm 1:2,8. Osobiście stestowałem- jest petarda nieziemska…Rafał…Bardzo dziękuję , że zamieszczasz taką opinię o tokinie. Osobiście zastanawiałem się nad tamronem bo canon choć ostry i pozbawiony wad , to nie potrafi wydobyć tak pięknego bokehu. Należy również pamiętać , że protoplastą tej tokiny jest obiektyw produkowany prze tokinę na licencji Vivitara. Słynna seria 1, 90 mm 1:2,5 makro o wiele mówiącym nicku „bokina” nadal podbija rynki aukcyjne. Po tym filmiku i tygodniach czytania artykułów o „bokinie” przechodzę na ciemną stronę mocy. POZDRAWIAM SERDECZNIE

Mirczyk
3 listopada 2014

Witam, doskonałe filmy, dużo inspiracji i pomysłów :) Zobaczyłem wszystkie wasze filmy naraz … i mam pytanie, czy ta tokina 100 która jest suped duper do makro daje radę również w innych dziedzinach ? np portret ? może jakieś sample posiadacie :) zastanawiam się nad kupnem do fotografii produktowej ale gdyby dało się coś jeszcze nim porobić to było by miło !:) Miło było by usłyszeć opinie użytkowników !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *