Posts tagged om-d

Pojedynek tytanów

Rafał Krasa, 29 marca 2015
fotografia ślubna warszawa, fotografia ślubna lublin - Pojedynek tytanów
Kliknij, aby wyświetlić cały wpis

W ubiegłym tygodniu zapowiedziałem na Instagramie pojedynek na rozdzielczość Nikona D810 i Olympusa E-M5II. Czasem tak jest, że człowiek coś pisze, myśli, że jasno i czytelnie, a i tak nikt nie wie co autor miał na myśli. Wczoraj na targach okazało się, że nikt nie zrozumiał, a wielu nie może się doczekać – sorry, moja wina ;)

Zatem jeszcze raz. W piątek wykonaliśmy sesję zdjęciową, której jednym z podstawowych założeń była rozdzielczość. Klient poprosił nas o wykonanie możliwie najbardziej szczegółowych zdjęć urządzenia – drukarki 3D. Sprawa się nieco skomplikowała, prawdziwe zdjęcia będą później, nie mamy jeszcze co pokazać, ale zanim ruszyliśmy na sesję, musieliśmy przygotować sprzęt, który spełni założenia rozdzielczości i ostrości. I dziś pokażę próbne zdjęcia, na podstawie których podjęliśmy decyzję odnośnie sprzętu.

Po pierwsze, nie ocenialiśmy ani obiektywów, ani aparatów, a zestawy jako całość. Tokina 100mm f/2.8 to najostrzejszy obiektyw makro jaki znamy, a mieliśmy w rękach praktycznie wszystkie dostępne makro. Nasza Tokina jest ostrzejsza od Nikkora 105mm f/2.8 VR, Sigmy 90mm f/2.8 OS, Tamrona 90mm f/2.8 VC – podkreślam, wszystkie te obiektywy mieliśmy w rękach i piszę to na podstawie naszych doświadczeń. Canon 100mm f/2.8L został pominięty, jest nie do porównania, bo nie da się go założyć na Nikona, a Canon dotychczas nie miał tak wysokiej rozdzielczości w swoich lustrzankach. Tokina jest strasznie ostra i mamy co do tego absolutną pewność, dlatego do D810 wybraliśmy ten obiektyw. Nikon D810 ma jak na razie najwyższą rozdzielczość dostępną w lustrzankach pełnoklatkowych, nie ma filtra AA i też mamy pewność, że jeśli chodzi o ilość detali nie ma takiej drugiej lustrzanki – to najbardziej ostry aparat jaki wyprodukowała ludzkość. Tokina jest bardzo, bardzo, bardzo ostra i z D810 to najostrzejszy zestaw, absolutnie szczyt możliwości.

Dlaczego Olympus E-M5II z M.Zuiko 60mm f/2.8? Z ciekawości i nadziei! Chcieliśmy wiedzieć, czy te 64 to rzeczywiście więcej niż 36. Olympus, dzięki technologii Sensor Shift może rejestrować 64 megapikselowe pliki, a M.Zuiko 60 to podobno „brzytwa”. W trybie migawki elektronicznej (i przy braku lustra) nie występują drgania matrycy, co zapewne wpływa w ogromnym stopniu na jakość obrazu. Do tego cyfrowa rozdzielczość 64 megapikseli to zapas w stosunku do D810 i jeśli nawet Olympus delikatnie polegnie, może okazać się, że zmniejszone do 36 megapiskeli zdjęcia z E-M5II okażą się lepsze niż z Nikona. A jeśli okazałoby się, że Olympus faktycznie poradził sobie lepiej, moglibyśmy dostarczyć klientowi produkt wyższej jakości, lepsze zdjęcia. Stawka więc bardzo wysoka!

Jak oceniamy? Jak fotografowie, nie jak testerzy – interesuje nas wyłącznie efekt finalny. Nas nie interesują nas różnice w ogniskowych, jak to się ma do Canona 5DsR, którego nie ma, czy Sony A7R z przelotką na Zeissa za $10000. Mamy konkretne zlecenie, fotografujemy Nikonem i Olympusem, oba aparaty mają „wysokorozdzielcze” możliwości i to dwa aparaty, z dwoma obiektywami, które nas interesują. Nie interesują nas też wykresy, pomiary, itd. Interesują nas rezultaty, czyli postępujemy tak, jak z produktem finalnym. Jeśli zmniejszam sample, to tak samo, jak zmniejszę zdjęcie drukarki 3D dla klienta. Kadry nie są wyostrzone cyfrowo, wszystkie zdjęcia wykonane są (...). Fotografia ślubna Warszawa, zdjęcia ślubne Warszawa, wedding photography Warsaw, wedding photographer Warsaw. CZYTAJ DALEJ »

Posted in: Sprzęt i technika

Ola i Sławek – reportaż ślubny

Rafał Krasa, 22 lutego 2014
fotografia ślubna warszawa, fotografia ślubna lublin - Ola i Sławek – reportaż ślubny
Kliknij, aby wyświetlić cały wpis

Niedawno, na fejsbuku, w odpowiedzi na pytanie „co tu tak cicho”, napisałem, że zarabiamy na życie. Zabrzmiało to jak żart, ale nim nie był – wzięliśmy się za nasz budżet :) Tak oto, między innymi, w Walentynki wylądowaliśmy w Krakowie, na ślubie u Oli i Sławka. To była wyjątkowa, bardzo mała, intymna ceremonia, wyłącznie dla najbliższych. Dla nas to było wyzwanie, bo chcieliśmy stworzyć nie gorszy reportaż niż zwykle, a czasu było mało, niezwykle – zdjęcia skończyliśmy o 16:00! Tu na blogu celowo praktycznie pomijamy kadry z przyjęcia, ale to było wydarzenie rodzinne i niech takim pozostanie. A jak wszystko dobrze się poukłada, wybierzemy się z nim jeszcze w piękne, odległe miejsce. Trzmajcie kciuki! :)

W tym roku postaramy się pokazywać coś nowego i chcemy wprowadzić OM-D do reportażu ślubnego. Ten reportaż, to był pierwszy raz, kiedy Olympus E-M1 zupełnie na poważnie pracował ramię w ramię z pełnymi klatkami. Podchodzimy do sprawy jeszcze z „rezerwą”, ale był taki moment, że pewniej poczułem się z OM-D niż z D700 i 70-200 VR II, a do dużego aparatu wróciłem tylko dlatego, że nie byłem pewien Olympusa. Jak się okazało, bezpodstawnie. Od teraz, z każdym kolejnym reportażem, będziemy robili coraz więcej zdjęć tym aparatem. Jest cudowny.

Wspominałem też o żółto-czerwono-niebieskiej rewolucji sprzętowej. Ta niebieska część to Olympus. Czerwona to Canon, z którego pod koniec stycznia właściwie całkowicie wycofaliśmy się. To za sprawą Nikkora 58mm 1.4G (jednak go kochamy!), który spowodował, że Canon 50mm f/1.2L nagle przestał robić zdjęcia… Jak tylko wygrzebiemy się z pracy, postaram się o tym poopowiadać, bo to nie jest jedyne nasze zaskoczenie A.D. 2014 :) Fotografia ślubna Warszawa, zdjęcia ślubne Warszawa, wedding photography Warsaw, wedding photographer Warsaw. CZYTAJ DALEJ »

Posted in: Reportaże ślubne, Ślubne sesje portretowe

Wielkie moce małego Aleksandra

Rafał Krasa, 16 kwietnia 2014
fotografia ślubna warszawa, fotografia ślubna lublin - Wielkie moce małego Aleksandra
Kliknij, aby wyświetlić cały wpis

Link bezpośredni: http://www.youtube.com/watch?v=4L2A-yMsFGY

Nareszcie! Po ponad 3 miesiącach niebytu wracamy z nowym filmem. Mamy nowe światło, nowy dźwięk i, choć tym razem przesadziliśmy z długością (nie zmieściliśmy się w 20 minutach), mam nadzieję, że udało nam się podać temat w nowy i wciągający sposób. Produkcja przerosła nas do tego stopnia, że w między czasie chodziło nam już po głowie wywieszenie białej flagi, a ostatecznie całość opóźniła się o 2 tygodnie. Warto było jednak dotrwać, bo na każdym roku napotykamy zachwyconych posiadaczy OM-D i temat jest na czasie jak nigdy dotąd! Udanego seansu! :)

Szanowni, Moi Drodzy, Kochani!

Jesteśmy na wakacjach. No, może trochę zimno, ale okoliczności przyrody są wyjątkowo piękne. Za mną znajduje się najwyższy szczyt włoskich Dolomitów, Marmolada. Jest tam też Sella Ronda, Rosengarten, masyw Sassolungo. A dla nas, ludzi, którzy na nartach jeżdżą od bardzo wielu lat, to miejsca wyjątkowo piękne. I to pierwszy raz kiedy zabraliśmy ze sobą tak strasznie mało sprzętu fotograficznego – wszystko co mamy mieści się w tej torebce, saszetce w zasadzie, trzy obiektywy i korpus. I tym razem Olympus zaskoczył nas znowu tak strasznie, że postanowiliśmy wreszcie zrobić cały odcinek o tym, jak wygląda praca system OM-D w rękach ludzi, którzy na co dzień pracują aparatami pełno-klatkowymi.

Opowieść zacznę od sprostowań. „Od bardzo wielu lat” oznacza „przez większą część naszego życia”. W tym roku mija dokładnie 20 lat odkąd pierwszy raz stanęliśmy na stoku i przez te dwie dekady wyhodowaliśmy sobie niesamowitego świra na punkcie narciarstwa. Zresztą, ta historia jest bardzo podobna do historii naszej fotografii – narty wynieśliśmy z domu, były z nami od dziecka i uczyliśmy się jeździć na własną rękę, podglądając innych. Dziś może nie jesteśmy ideałami techniki skrętu, ale na śniegu czujemy się dużo pewniej na nartach niż na butach. No, mówiąc wprost, narty to coś co na prawdę uwielbiamy. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jesteśmy DR5000 i w góry nie pojedziemy bez aparatu.

Kiedyś do tego celu wystarczył nam kompakt, później pierwszy raz zabraliśmy ze sobą lustrzankę – najmniejszą, najlżejszą i tanią – starego, używanego Nikona D40x z Nikkorem 18-105 VR. Optycznie to był strzał w dziesiątkę, ale był to jednocześnie nasz ostatni raz z lustrzanką na nartach. Na stoku aparat okazał się gigantyczny i niewyobrażalnie nieporęczny.

Trzeba mieć świadomość, że narty to sport, a skręty to siły – równowaga pomiędzy grawitacją i siłą odśrodkową i każdy gram może ją całkowicie zaburzyć. Dlatego waga i rozmiary aparatu są tak strasznie ważne. Poza tym jeżdżąc z lustrzanką, z każdym upadkiem modliłem się aby jakimś cudem ta cegła nie wbiła mi się w żebra. Albo w kręgosłup. DLATEGO też, zawsze idealny to tego był mały, kieszonkowy kompakt, a lustrzanka okazała się tak wielkim niewypałem. Na szczęście nie odpuściliśmy i w tym roku fotografowaliśmy z przepłytką głębią ostrości i przeplastyką. A to dlatego, że po raz pierwszy w góry zabraliśmy Olympusa OM-D E-M1.

Ale co to jest i dlaczego takie to fajne? W dwóch słowach to po prostu bardzo nowoczesny aparat. Olympus w pewnym momencie zabłysnął i (...). Fotografia ślubna Warszawa, zdjęcia ślubne Warszawa, wedding photography Warsaw, wedding photographer Warsaw. CZYTAJ DALEJ »

Posted in: Sprzęt i technika

Jakie to micro?

Rafał Krasa, 3 grudnia 2013
fotografia ślubna warszawa, fotografia ślubna lublin - Jakie to micro?
Kliknij, aby wyświetlić cały wpis

Na zdjęcia w Izraelu szykowaliśmy się trochę jak na wojnę. Nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać. Mnie ten kraj kojarzył się między innymi z atakami rakietowymi na Wzgórzach Golan, ciągłym konfliktem palestyńskim w Strefie Gazy oraz zamachami bombowymi w Tel Avivie i reszcie kraju. W związku z tym nie tylko jak zwykle szukaliśmy nowych możliwości, jeśli chodzi o estetykę obrazu, perspektywę, głębię i kolory (zabraliśmy Sigmę), ale również szukaliśmy rozwiązań, które pozwoliłby nam fotografować “lekko” i jednocześnie skupić się nad ewentualnym uciekaniem czy ukrywaniem się. Nie chodzi oczywiście o bezpośredni udział w walkach, ale w całym kraju, a głównie na terenie Palestyny, sytuację stara się kontrolować wojsko i można odczuć rodzaj napięcia. Pod Ścianę Płaczu nie zostaliśmy wpuszczeni z powodu światła – po prostu z kijem, palnikiem i anteną wydaliśmy się podejrzani. Spodziewaliśmy się tego, więc, gdyby okazało się, że 30 kg sprzętu to problem, mały, lekki aparat mógłby uratować nam zdjęcia. Zgodnie uznaliśmy, że warto poświecić chwilę na przygotowanie się.

Mówiąc wprost: szukaliśmy małego, zawodowego aparatu – kompaktu. Mógł to być EOS M, Nikon V2, Sony NEX-7, Fuji, jednak ostateczny wybór padł na Olympusa OM-D E-M1. Dlaczego? Jest naszym zdaniem najładniejszy ze wszystkich, a przede wszystkim wyglądał na jedyny aparat, który po prostu jest “pro”, bez marketingowego wmawiania. Jego korpus jest metalowy, uszczelniany, ma świetny autofokus, a w kicie dostaliśmy coś, czego nie daje żaden inny system – M.Zuiko 12-40mm f/2.8. Jak w domu, prawie D800 z 24-70mm f/2.8. Do tego Micro 4/3 to jeden z lepiej rozwiniętych systemów, jeśli chodzi wybór obiektywów, więc nie było problemu z dobraniem odpowiedników sprzętu, którego używamy “zwykle”. Oprócz zooma, wybrałem ekwiwalent 24mm f/2, 35mm f/1.8 i fantastyczny M.Zuiko 75mm f/1.8, czyli ekwiwalent 150mm dla małego obrazka. I zaczęło się…

Na początku trzeba wyjaśnić, że to najwyższy, najbardziej wypasiony model aparatu tego systemu, jaki kiedykolwiek powstał. Chyba nawet pośród wszystkich systemów kompaktów. I ciężko jest opisać jak solidnie go zbudowano. Jest cały z metalu, nic nie porusza się luźno, nic nie klekocze, praktycznie nie ma plastików. Każdy element aparatu sprawia wrażenie mocno dokręconego. To nie jest Nikon czy Canon – nawet pokrętła są metalowe, a do tego chodzą z tym samym mechanicznym oporem, co stare manualne obiektywy. Przycisk spustu jest również z metalu, zawsze zimny! Gumowe okładziny przyklejone są na beton, nie poruszają się pod naciskiem i mam nadzieje, że nie odkleją się za rok jak te w D800. Do tego obiektywy – również całe z metalu, nie ma tam grama plastiku, nie ma gumowych okładzin tylko „metalowe zęby”, są zimne i w pewnym sensie analogowe. Samo dotykanie tego aparatu to autentyczna przyjemność. To najlepiej wykonany aparat, jakim pracowaliśmy.

Jednak u mnie, człowieka z lustrzanką, E-M1 wywołał przede wszystkim rewolucję technologiczną i postawił na głowie ogromną część moich poglądów. OM-D jest mały, cały aparat z obiektywem jest gabarytów, powiedzmy, nowej Sigmy 35mm f/1.4, z tą różnicą, że wydaje się jakby lżejszy. Tak, ale zawsze uważałem, że cała seria Canonów 5D i 7D to bardzo wygodne aparaty, bo duże i świetnie (...). Fotografia ślubna Warszawa, zdjęcia ślubne Warszawa, wedding photography Warsaw, wedding photographer Warsaw. CZYTAJ DALEJ »

Posted in: Sprzęt i technika

Będzie bosko!

Rafał Krasa, 21 listopada 2013
fotografia ślubna warszawa, fotografia ślubna lublin - Będzie bosko!
Kliknij, aby wyświetlić cały wpis

Szanowni, Moi Drodzy, Kochani!

Dość wyraźnie dajecie nam do zrozumienia, że czekacie na kolejny film i mam wrażenie, że co druga osoba, która czyta ten wpis, doskonale wie, o czym ja tu piszę – maile, dziesiątki maili tygodniowo! :) Bardzo jesteśmy szczęśliwi, bo to super, że piszecie – dziękujemy Wam za to! Zwykle staramy się odpowiadać na bieżąco, nie omijać nikogo, ale przez następne dni nie odpiszemy na żadnego maila i musicie nam to wybaczyć. Pamiętajcie proszę, że filmy powstają tylko dlatego, że jesteśmy fotografami i zdjęcia mają dla nas absolutne pierwszeństwo. Następny odcinek, jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, będzie o ostrości, ale jeszcze chwila musi minąć, bo w sobotę wylatujemy na zdjęcia do Izraela. Po kolei.

Do Ziemi Świętej lecimy na portret ślubny z Kamilą i Tomkiem. Zapowiada się cudownie, bo prognoza przewiduje 27°C i całą masę słońca. Startujemy z Tel Avivu, mamy nadzieję na dotarcie do Jerozolimy, być może dobijemy do Morza Martwego. W sukni ślubnej i garniturze :) Przywieziemy sporo materiału filmowego i, mam nadzieję, masę cudownych zdjęć. Nie wiadomo, jak będzie z internetem, ale tym razem, po raz pierwszy, postaramy się w miarę na bieżąco pisać co się u nas dzieje na Twitterze (gdzie już pierwsze podrygi za nami) i Instagramie. Nie obiecuję, ale spróbujemy.

Nastawiliśmy się bojowo i tak też przygotowujemy się do wyjazdu. Na zdjęcia równolegle zabierzemy całkowicie nowy system – Olympusa OM-D EM-1 z obiektywami 75mm f/1.8, 17mm f/1.8, 12mm f/2.0 i 12-40mm f/2.8 PRO. Wstępnie miał on zastąpić naszego Nikona P7000, ale to zupełnie inna bajka, zmiótł nas z powierzchni ziemi i będzie nam robił backstage, zdjęcia i filmy, może nawet właściwe zdjęcia z sesji. Póki co, my, ludzie z lustrzankami, jesteśmy w głębokim szoku. Gdzieś tam jest drugi świat, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia, gdzie w ogromnej ilości aspektów, te małe aparaty całkowicie deklasują duże. Małe? Miniaturki! M.Zuiko 75mm f/1.8 jest mniejszy od puszki RedBulla, kiedy Zeiss 135mm f/1.8 waży ponad kilogram… Wiem, co pisałem a propos P7000 o wystającym obiektywie, ale Olympus OM-D EM-1 to nie jest małpa i to chyba kategoria sama dla siebie.

Przy okazji przygotowań do wyjazdu, trochę z ciekawości, po ostatnich zaskoczeniach odnośnie Tokiny, zdecydowaliśmy się na wymianę DXowego Nikkora 35mm f/1.8G i… oto nasza nowa Sigma 35mm f/1.4. Po pierwszych próbnych zdjęciach ciężko powiedzieć, aby była gorsza od Nikkora 35mm f/1.4G, ale z pewnością ma mniej pewny autofokus. Cena to, tak samo jak w przypadku Tokiny, mniej niż połowa Nikkora, ale jeśli okaże się, że nie jest tak samo precyzyjna, to niezależnie od ceny, szybko trafi do nowego właściciela. Jednak przeważnie celuje idealnie i to nie ta sama Sigma, co kiedyś, co nas miło nie zaskoczyło. Powyższe zdjęcie Olympusa wykonałem nową Sigmą. Piękny bokeh?

Mamy też nowe filtry – szare, CPL i czarny :) Izrael będzie więc poligonem doświadczalnym również w tej materii. Może nie do końca doświadczalnym, ale to będą pierwsze oficjalne kadry z Hoyą.

Jesteśmy już właściwie spakowani, ale przed nami jeszcze sporo przygotowań, dlatego już od dziś wybaczcie (...). Fotografia ślubna Warszawa, zdjęcia ślubne Warszawa, wedding photography Warsaw, wedding photographer Warsaw. CZYTAJ DALEJ »

Posted in: Aktualności