fotografia ślubna warszawa

Szanowni, Moi Drodzy, Kochani!

To będzie petarda. Otóż od teraz będziemy obrabiali reportaże ślubne! I może nawet wstecz coś obrobimy!

UWAGA! Nie wszyscy to zrozumieli, ale w filmie na 1:58 pokazujemy zdjęcia zeskanowane z filmu. To są „te” zdjęcia analogowe, wybrane przez klienta.

Przynajmniej tak to będzie wyglądało, dla wielu teraz zdjęcia tym bardziej będą wyglądały na obrobione, ale nadal nie będę ich obrabiał, nie będę wykonywał czynności obrabiania, ruszał myszką. Otóż dotychczas nasze zdjęcia powstawały aparatem. Mówiłem już to, ten film zniknął, ale mówiłem o tym na samiuteńkim początku tego kanału, że nie obrabiamy zdjęć. Mamy alergię na jakiekolwiek fotoszopowanie, a że dla odmiany fotografie uwielbiamy, każde nasze zdjęcie powstaje aparatem nie myszką. Dla równowagi stosujemy wszelkiego rodzaju techniki typowo fotograficzne. Jak potrzebuję przyciemnić niebo to zakładam filtr połówkowy, albo obniżam ekspozycję i oświetlam temat zdjęcia, zamiast siedzieć godzinami w fotoszopie i rozcinać wszystko na warstwy, a potem jeszcze w tych warstwach się grzebać. Dreszczy dostaję jak o tym mówię.

To jest dużo spraw jak na jeden film. Zasada jest taka, że staramy się z uporem maniaka fotografować tak, jakbyśmy nadal pracowali na filmie, czyli z założeniem, że to co naświetli się na filmie, to zostaje. I tak pracujemy od lat. Co w tym fajnego? Dla Was nic. Dla nas to ogromna frajda i fenomenalna szkoła. To w ogóle coś co nadal inspiruje nas do działania, bo po 8 latach zawodowej pracy z aparatem w ręku, wciąż fotografia jest dla nas wyzwaniem i to utrzymuje nas na wysokich obrotach. I dzięki temu w tym roku wykonaliśmy cały reportaż ślubny wyłącznie na filmie. Taką propozycję dostało podobno bardzo wielu najlepszych fotografów w tym kraju, bo nasz klient twierdzi, że pytał wielu, ale na realizację zgodziliśmy się tylko my jedni. To co dla wielu oznaczało totalny zawrót głowy, dla nas oznaczało wyłącznie wymianę korpusów. Obiektywy i technika pozostała ta sama i pomimo, że nie możemy pokazać tego reportażu w całości, nie mamy nawet zgody klienta na publikację choćby tych najlepszych zdjęć, a zaledwie dwudziestu kilku z kilkuset i to wybranych nie przez nas, to chyba pierwszy reportaż, z którego jesteśmy mniej lub bardziej, ale zadowoleni. Ci, którzy mogli zobaczyć te zdjęcia, jak jeden mąż, są wszyscy zaskoczeni, bo nikt z nich jeszcze nie widział cyfrowych zdjęć na kliszy. Na Nikonie F5 mieliśmy Sigmę 35 ART, która powstałą kilkanaście lat po upadku analoga. Ten sprzęt się nie zazębił w historii fotografii, my go zazębiliśmy. Ale przez lata zmieniła się też fotografia, bo dziś fotografowie garściami czerpią z ISO12800, gdy na filmie mieliśmy maksymalne ISO800 w kolorze i czaro-białe 1600. No i tak to właśnie wyszło, okazało się, że udało nam się zachować bardzo nowoczesny charakter i połączyć to z klasycznymi kolorami filmu. Zaowocowały lata praktyk z technikami fotograficznymi.

Do reportażu podeszliśmy z samymi znakami zapytania w głowie, wręcz ze ogromnym pietrem. Fotografowanie kończyliśmy z niewiadomoczym, przyjęcie kończyło się, a my nie wiedzieliśmy czy w ogóle mamy jakiekolwiek zdjęcia, nie mówiąc już o jakichś dobrych. A jednak zadziałało wszystko. Poradziliśmy sobie z ekspozycją, ostrością, a wybrane przez nas filmy to był strzał w dziesiątkę. W zasadzie różnice w stosunku do normalnego reportażu cyfrowego były minimalne, tak w pracy aparatem, jak i podczas edycji. Zdjęcia mieliśmy gotowe i przekazane klientowi w ciągu tygodnia, bo edycja trwała krócej, bo powstało kilka razy mniej zdjęć. Z pierwszej mojej kliszy, z 36 zdjęć wybraliśmy 32 dobre zdjęcia. 89% skuteczność.

Ale te kolory. Cały reportaż w takiej formie to zupełnie co innego niż fotografować analogiem w domu czy obfiltrowac na Instagramie jedno zdjęcie z telefonu. To że cały reportaż wygląda inaczej, nie jest zaskoczeniem. Kiedy do aparatu wkręcałem Kodaka Portra 800 wiedziałem czego się spodziewać, seledynowa trawa i brązowe cienie. I o ile wciąż nie rozumiem fotografów, którzy wszystkie reportaże wykonują Canonem 5D, ale na końcu całego procesu bezsensownie udają, że to był film i udają jakiś negatyw tylko sami nie wiedzą jaki, o tyle nam od lipca jest bardzo ciężko uciec od tego co zobaczyliśmy. Tego nie da się odzobaczyć i trochę straciliśmy serce do starych kolorów. Patrzę na zdjęcie i myślę, jakby to wyglądało zeskanowane z negatywu. Pomijając oczywiście fakt, że na negatywie nie powstałoby tak bardzo nieprzemyślane zdjęcie…

W każdym razie nie było odwrotu. Zaczęliśmy rozkładać na czynniki pierwsze filmy, w każdej wolnej chwili skanowaliśmy negatywy, wyciągnęliśmy wspólny mianowniki z tych wszystkich skanów i dziś można powiedzieć, że mamy swój film cyfrowy.

Kto oglądał „Władcę barw” będzie wiedział o co chodzi, w uproszczeniu stworzyliśmy trzeci poziom profilu, czyli bazą dla nowych kolorów nadal pozostają stare profile standardowe tworzone na podstawie wzornika. Choć może z czasem złączę drugi i trzeci poziom w nowy drugi. To co jest nowego to znacznie bardziej skomplikowane ustawienia krzywych, a to prowadzi do pewnego problemu. Nawet dwóch. W profilach nie mogę regulować krzywych dla kanałów RGB i do każdego profilu trzeciego poziomu mamy też przygotowany preset. Stawałem na uszach, aby przenieś to wszystko do profili, ale nie było wyjścia, powstała dodatkowa krzywa w sekcji Curves. I jest to preset bezwartościowy bez profilu i profil, który bez presetu. Profilopreset. Drugie ograniczenie leży w aparatach. W Nikonach możemy regulować krzywe i robimy to od zawsze, jesteśmy więc w stanie odwzorować mniej więcej to, co uzyskamy w profilu. Ale w Olympusach jest to utrudnione, a we wszystkich pozostałych aparatach w ogóle niemożliwie. Co z tym począć? Ano nic. Ustawimy aparaty najlepiej jak możemy, aby jak najbardziej zbliżyć się do efektu ostatecznego, ale ja od reportażu analogowego przestałem używać wyświetlacza. Jeszcze czasem na niego spojrzę, czasem rzadziej, czasem częściej, ale przestawiła mi się jakaś zapadka i zacząłem widzieć kadry wyobraźnią. Wiem, że gadam jak przed konsultacją psychiatryczną, ale tak jest. Znacznie odważniej działa moja wyobraźnia, bo wiem, że mogę coś sobie zwizualizować w głowie, coś tam pokręcę gałkami i aparat zarejestruje to tak jak to sobie wyobraziłem. Mam odwagę tak pracować, bo widziałem jakie są tego efekty, to już kiedyś zadziałało. Jak tylko wykonamy kolejny reportaż na kliszy, obiecuję zrobić o tym film, mam milion siedmiomilowych tematów w głowie, ważnych przede wszystkim dla fotografii cyfrowej.

Od teraz nasze zdjęcia będą wyglądały inaczej, a jak tylko będziemy mieli coś z analoga, pojawi się to na blogu i nie będzie wyglądało jakoś odmiennie. To będzie też ciekawy eksperyment, bo będziemy obserwowali jak ta zmiana wpływa na atrakcyjność naszej oferty. Klient, który najcześciej właśnie w tym momencie, tuż przed swoim ślubem ma pierwszy kontakt z fotografią zawodową postrzega to zupełnie inaczej, kieruje się zupełnie innymi emocjami i możliwe, że w totalnym poważaniu ma całą tą papkę analogową i odrzuci nas w przedbiegach. Albo zupełnie na odwrót. Nie wiem, rynek to zweryfikuje, ale dla nas niezwykłym doświadczeniem jest już zobaczyć nasze zdjęcia w zupełnie nowym ubranku.

To co jest ważne to dwie sprawy. Pierwsza to taka, że wciąż nie będziemy nic przy tych zdjęciach dłubali. Nadal tego nienawidzę i nie mam zamiaru. To będzie jeden profilopreset i będzie z automatu trafiał na wszystkie zdjęcia. Cały proces pozostaje taki sam, po prostu teraz na zdjęcia zamiast DR.color2 będzie trafiał preset nakładający profil DR.color3. To dokładnie tak, jakbyśmy z do aparatów wkręcili po prostu inną kliszę niż dotychczas. Druga sprawa jest taka, że trochę jesteśmy tacy nakręceni, mam poczucie, żę robimy krok we właściwą. Instagramowa obróbka to najwyraźniej nie moda, a raczej rozdział w fotografii, nie przemija i już raz był taki moment w historii, gdy pojawiły się cyfrowe aparaty i wielu analogowych fotografów nie chciało przestawić się na obraz cyfrowy. Nie chcielibyśmy być jak Ci fotografowie, przestarzali i zakorzenieni w poprzedniej epoce. Opór nie ma tu sensu, ale jeśli będziemy w stanie przemycić wszystkie nasze wartości do nowej rzeczywistości, a dodatkowo w całkowitej harmonii z cyfrowymi wykonywać reportaże analogiem, to będziemy w siódmym niebie. To będzie kolosalne zwycięstwo na wszystkich frontach! Trzymajcie kciuki!

O no i oczywiście nie powiedziałem – na blogu opublikowaliśmy nowe, choć już w sumie stare reportaże z przeszłości, wcześniej niepublikowane, ale już z nowymi profilami. A z czasem pomyślimy co jeszcze opublikować na nowo. I teraz to już na prawdę koniec. Plansza zanim coś mi się jeszcze przypomni.