Jesteśmy rodzeństwem, które poza więzami krwi
połączyła ogromna pasja, zawód i wspólne cele.

Blenda – co i jak?

Blenda - jak używać

Film na jutubie jest tu: http://www.youtube.com/watch?v=AxAa1A_ZWVc

A po jego obejrzeniu koniecznie zajrzyjcie do Miss Ferreiry, bez której film ten byłby czarnobiały. Tam, zaraz za Walkathonem znajdziecie nieco bardziej bekstejdżową odsłonę pokazanej sesji. Koniecznie! :)

Natomiast księżniczka przy torcie to Lena z lenaikuba.pl. Tam też koniecznie wpadnijcie, bo gdyby nie ona, kto wie czy DR5000 w ogóle by powstało!

Różnica pomiędzy fotografem-hobbystą, a fotografem zawodowym jest bardzo prosta – kiedy ten pierwszy robi zdjęcia dla przyjemności, ten drugi, może również z przyjemnością, ale robi to głównie dla kasy. Jeszcze lepiej, jeśli zarabia na tym na tyle dużo, że jest w stanie utrzymywać się wyłącznie z robienia zdjęć, a nie dorabia weekendami do pensji… sprzedawcy opon. W moim odczuciu, każda zarobiona z fotografii złotówka to krok do przodu. Poza innymi plusami, można ją przecież wydać na nowy, lepszy obiektyw albo jakieś ładne wizytówki. I na tym etapie DR5000 popadło w paranoję. Zawór w kasie był otwarty, ciągle kupowaliśmy coś nowego. Wręcz do tego stopnia, że podsumowując kolejne lata, okazywało się, że jesteśmy na minusie. Czasem ogromnym.

Oczywiście ta paranoja to dobra droga, bo nie oszukujmy się, gadanie, że to nie sprzęt robi zdjęcia, a fotograf to dla mnie bełkot. Oczywiście jedno zdjęcie z 5D może być lepsze niż inne zdjęcie z 5D, ale nie jest prawdą, że zdjęcie z iPhona jest tak samo dobre jak identyczny kadr z D800. No jakby nie jest. Ale ta paranoja ma swoje wady. Im więcej sprzętu tym trudniej. Więcej do spamiętania, więcej technik, awarii. I wtedy pojawia się szesnastolatka z aparatem, obiektywem i blendą, rozkłada się w minutę, robi kosmiczną sesję i równa nas całkowicie z ziemią zanim jeszcze zdążyliśmy dobrać lampę i założyć obiektyw.

To było już lata temu, ale taka lekcja skłoniła nas do jakiegoś rodzaju refleksji. My od zawsze kochaliśmy świecić i od tamtej pory, już nie zawsze świecimy wielkimi, drogimi, skomplikowanymi lampami. Wtedy właśnie raz jeszcze sięgnęliśmy po blendę. To niecałe 100 złotych, które załatwiło nam światło do całej sesji za kilka tysięcy. Wszystkie zdjęcia dla marki Mosquito zrobiliśmy możliwie najprostszą konfiguracją – jeden aparat, jeden obiektyw i reflektor jako jedyne źródło światła ciągłego. Nie mieliśmy zapasowych baterii, zapasowych żarówek, kabli, nic – wyłącznie aparat na ramieniu i reflektor w dłoni.

Jared Polin poświęcił cały pięciominutowy film, w którym opowiada o tym, jak wygląda i do czego służy blenda. Bez sensu. Ja opowiem to wszystko w jednym zdaniu: blenda to krąg lub owal z drutu, obszyty błyszczącym lub matowym materiałem i służy do odbijania światła. Tyle teorii. Myślę, że każdy kiedyś z nudów puszczał zegarkiem zajączki na geografii i nie ma co dorabiać tu jakiejś mitologii, zasada jest identyczna. Niestety przykładowe świecenie Jareda pokazane w jego filmie udowodniło, że nawet on nie do końca wie jak potężnym narzędziem może być… no, no tak, w tym konkretnym przypadku nie blenda, a reflektor, bo przecież chodzi tu o odbijanie światła.

A taki reflektor ma same zalety. Jest wyjątkowo lekki i mały. Cała blenda, której używamy, waży nieco ponad kilogram i idealnie mieści się do bagażu lotniczego. O ile ta błyszcząca warstwa, odbijająca jest dobrej jakości, reflektor daje idealy kolor oraz moc – przecież światło odbite to dokładnie to samo, które oświetla otoczenie fotografowanego obiektu. A co najważniejsze, mówimy o źródle światła ciągłego, więc odpadają wszystkie problemy z wyzwalaniem, synchronizacją z błyskiem, a nawet z zasilaniem.

Podstawową techniką pracy z reflektorem, rozwiązaniem, które wielu uznaje wręcz za błąd, jest dla mnie świecenie z góry. Przecież światło zawsze świeci z góry. Na fotkach z wakacji, słońce, jest zawsze ponad kadrem, oświetla z góry. Zdjęcia z dzieciakami w salonie oświetlone są żyrandolem, kinkietem, z góry. Świecąc lampą ze stopki, światło odbijamy od sufitu, odbite pada z góry. W studiu, modelkę również oświetlamy softboxem umieszczonym powyżej, z góry. Dlaczego więc reflektorem mielibyśmy świecić nie z góry? Aby nie było widać, że świecę akurat światłem odbitym, operuje nim tak, jak operowałabym światłem błsykowym, dążąc do uzyskania dokładnie tej samej „strobistycznej” estetyki. Tymczasem, kiedy wykonywałam ten kadr, do Rafała, podszedł przesympatyczny Pan, przedstawił się jako oświetleniowiec TVP. Powiedział, że to złe świecenie. Że z góry i modelka będzie miała cień pod nosem. I choć modelka stała tyłem do słońca, jej twarz była zacieniona, a głównym źródłem światła było to odbite od reflektora, facet zupełnie bezmyślnie kazał Rafałowi świecić od dołu. Czyli miałaby cień nad nosem, na czole…

Rozłożoną blendą można też wiać. W naszej historii wywoływanie wiatru zaczęliśmy od dmuchawy do liści, wiatraków przemysłowych. Ale one wszystkie zamiast podmuchu wywołują huragan, potrzebują prądu, są strasznie głośne. Podczas sesji ciążowych budziły się dzieci w brzuchach. Tak samo jak w przypadku świecenia, bledna znowu zastępuje jakiegoś ciężkiego, mechanicznego potwora i przywraca lekkość tych sesji. Na przykład blendą powiane jest to zdjęcie.

Poza odbijaniem, innym, popularnym zastosowaniem blendy jest blokowanie światła, zasłanianie. Trąbią o tym wszyscy, ale chyba nie wielu umie tak na prawdę dobrze to wykorzystać. Jest taka trochę naciągana technika, teoria, że blendą można zrobić cień. Po pierwsze przecież blenda nie przysłoni mi całego kadru, zrobi tylko szarą łatę. Po drugie nawet bez blendy zawsze mogę stanąć w cieniu. A po trzecie cień można zrobić również jakimś dwumetrowym paździerzem, zupełnie bez blendy.

My jednak wypracowaliśmy sobie całkowicie odmienne zastosowanie – zasłanianie słońca, przy równoczesnym oświetlaniu światłem błyskowym. Tutaj, Anna i Jarek leżą na bruku, w pełnym słońcu, które oświetla kadr z lewej strony. Z prawej strony oświetlam światłem sztucznym, ale nie chciałam przesadzić z mocą, aby nie zgasić dnia, stąd na początku wyraźnie widać było ostre karwędzie światła i cienia, które rzucało słońce. Aby poradzić sobie z problemem, modeli osłoniłam od słońca blendą i, tak jak chciałam, jedynym źródłem bezpośredniego światła pozostał błysk. W kadrze łatwo zauważyć nawet cień tajemniczej postaci osłaniającej modeli.

Ta sama czarna strona bledny pomaga też w oglądaniu wyświetlacza aparatu. W pełnym słońcu ciężko oceniać rezultaty lub budować światło, a daszek z blendy może uratować wyniki sesji. Czarny kolor blokuje światło słoneczne, ale nie odbija sie w wyświetlaczu.

Na blendzie można również siedzieć i może to wydaje się błache, ale blendę mamy ze sobą zawsze, a o kocu nie pamiętamy nigdy. Podczas pracy przy portrecie ślubnym okazuje się to zbawieniem. Zresztą nawet przy sesjach mniej „odświętnych” nie chcemy aby nasi modele pozowali zazielenieni, albo jeszcze gorzej, z kupą na portkach. Albo to. Podczas zdjęć w Paryżu, mieliśmy fatalną, deszczową pogodę i kiedy zamknięto jedną ze stacji metra, musieliśmy, w strugach deszczu, iść do następnej na butach. Rozłożona blenda okazała się zbawieniem, działała jak gigantyczny parasol, który dzięki ogromnej płaszczyźnie osłaniał człowieka i plecak. Co ciekawe, materiał prawie wcale nie namókł, a po dwóch, trzech godzinach, sucha blenda leciała już w samolocie.

Mocno uogólniając, używamy trzech rozmiarów blend. Mała, okrągła, 60 cm., średnia, owalna, 120×90 cm. i duża, owalna, 120×180 cm. Każda ma swoje wady i zalety. Ta mała jest mała, odbija najmniej światła, ma tylko dwie strony, dwa kolory. Ale za to jest tania, złożona jest zaskakująco malutka, super lekka, można mieć ją zawsze ze sobą – na wakacjach, na spacerze, zawsze prawie w kieszeni. A że to światło ciągłe, ja świecę sobie nawet zdjęcia z iPhona, Instagramy, z kompaktów. Za to ta największa daje gigantyczny słup pięknego światła, od stóp do głów, który wręcz ciężko uzyskać lampami. To niezastąpioną jakość porównywalna z błyskiem o mocy może nawet 1200Ws, poprzez ogromną dwumetrową oktę. Ale jeśli nie jesteś koszykarzem albo siatkarką z nadprzyrodzonym zasięgiem ramion, nie obejmiesz 180cm. jej długości i zwyczajnie nie złożysz jej. Można próbować we dwoje, trzeba nabrać wprawy. W sumie Rafał nie jest koszykarzem, ani siatkarką, a składa sam…

Jest jeszcze średni rozmiar i dla nas ten jest najbardziej idealny. Spora, ale nie za duża powierzchnia, rozsądna waga, to zdecydowanie nasza ulubiona opcja. Oczywiście nie ma tu mowy o jakości światła jak z dużego reflektora, to nie ta liga. Z drugiej strony przy małej, średnia jest duża i toporna.

Ale to właśnie po średnią sięgamy najczęściej. Taka blenda pracuje dla nas już 4 lata. To Quantuum, „5w1”, 120x90cm. Ta pierwsza, była z nami na każdej jednej sesji, przeżyła 7 różnych korpusów aparatów, topiliśmy ją w słonej wodzie, wielokrotnie leżała na piachu, marzła na zmrożonych ośnieżonych skałach, osłaniała nas i sprzęt przed zabójczym żarem i ulewnym deszczem. Z czasem straciła może nieco blasku, ale wciaż jest w pełni użyteczna, sreberko wciąż daje piękny idealny neutralny kolor bez fioletowego zabarwienia, wciąż działają zamki, wciąż nie puściły żadne szwy, druciana konstrukcja nie rdzewieje, a w materiale nie ma ani jednej dziurki.

To bardzo proste i potężne narzędzie. Na prawdę czasem warto zostawić lampy i zabrać wyłącznie blendę. Oszczędza to masę problemów doświadczonym fotografom, tym niedoświadczonym nie pozwoli za wiele zepsuć. A rezultaty dobrego oświetlania takim reflektorem od zawsze zaskakiwały. To tak samo dobre światło jak błysk, tylko po stokroć prostsze w obsłudze.

11 komentarzy

  • K.G.'s Gravatar K.G.
    25 września 2013 at 12:53 | Permalink

    No dobra, przekonałam się. Wyjmuję swoją blendę z szuflady i… uczę się ją składać :)

  • Micha's Gravatar Micha
    25 września 2013 at 19:12 | Permalink

    Witajcie, materiał świetny i bardzo przejrzyście opowiedziane. Ciągle zastanawia mnie jedno co nie zostało poruszone w tym filmie i nie widziałem dotąd materiału poruszającego tę kwestię. Co ze wzrokiem, oczami modelki. Trzymając blendę lub używając statywu do niej światło pada na jej twarz- ponieważ ją też chcemy doświetlić- mruży ona wtedy oczy, czasem potrafią łzawić i jest to nie do zniesienia a zdjęcie dziewczyny czy modela ze zmrużonymi oczami jest słabe. Jak omijać kwestię tego typu. Okej zdjęcie z zamkniętyymi oczami, ale nie zawsze pasuje to do kadru, pomysłu i bez sensu mieć z sesji 10 zdjęć z zamkniętymi oczami modelki.

  • Kamilowjk's Gravatar Kamilowjk
    28 września 2013 at 08:21 | Permalink

    Dzięki za materiał szczerze powiem nie pracowałem nigdy z blendą patrząc na film popełniłem ogromny błąd, który spróbuje w najbliższym czasie naprawić. Dzięki wielkie!! Czekam na następny film z niecierpliwością. Pozdrawiam.

  • Piotr's Gravatar Piotr
    1 października 2013 at 20:01 | Permalink

    Pięknie powiedziane mam nadzieję że powstaną nowe odcinki.Tak z siłą słońca nic nie może się równać
    i nie warto używać niczego innego jak blendy,no niedługo postaram się o ta dużą to sobie
    poświecę a tak na poważnie to ciężki kawałek chleba rola fotografa.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Piotr

  • lordpix's Gravatar lordpix
    14 grudnia 2013 at 01:09 | Permalink

    Bardzo przyjemnie się te wasze filmy ogląda.
    Podoba mi się, że nie trujecie o pseudo artystycznych zdjęciach (tak większość artystów tłumaczy swoją nieudolność) albo o tym, że Zenit czy telefon to najlepsze aparaty świata i mają wielką przyszłość przed sobą. Nie mają.
    Patrząc na wasze zdjęcia widać, że się udały. Ostre, kolorowe i z pomysłem. Nie sztuka wygrać jakiś konkurs przypadkowo rozmazanym, czarno białym zdjęciem z dramatycznego wydarzenia. To zdjęcie ma wygrać, a nie dramatyzm wydarzenia.
    To jakby porównywać „Czarny kwadrat na białym tle” albo, za przeproszeniem, „Gówno artysty” z czymkolwiek np. Beksińskiego. Ktoś się napracował i wyszło to co chciał a z drugiej strony nieudolność tuszowana sztuką.
    Aż się zdenerwowałem a miał był tylko komentarz, że mi się podoba.
    Podoba mi się.

  • Pinezki's Gravatar Pinezki
    16 grudnia 2013 at 02:37 | Permalink

    Jest tylko jedna wada blendy, która znacznie utrudnia mi jej użytkowanie- blendę musi ktoś trzymać. Oczywiście, można ją zamocować na statywie, tak, jak i Wy to robicie, ale jednak, oznacza to już dodatkowy statyw, czas na jego rozłożenie, umocowanie, podatność na wiatr…. no tak. Marudzę. Po prostu czasem mi szkoda, że mój mąż zupełnie się nie miesza do moich zdjęć ;)

    • Rafał Krasa's Gravatar Rafał Krasa
      16 grudnia 2013 at 10:02 | Permalink

      Alicjo, to ogólnie dotyczy światła – zawsze to dodatkowy zamęt. Jednak lampa też stoi na statywie, też ktoś ją musi trzymać nawet przy najmniejszych podmuchach, ale do gdy leci, to leci sprzęt za grube pinieądze. Rozładowuje się, wprowadza wątek synchronizacji i ktoś ją musi nosić. Naprawdę blenda i statyw to „lajcik totalny” :)

  • Żaneta's Gravatar Żaneta
    14 marca 2014 at 11:40 | Permalink

    Witam,
    mam pytanie czy taka blenda po rozłożeniu nie robi świetlnych refleksów na twarzy, tzn. czy równo i jednolicie odbija światło? Zrobiłam sobie sama blednę wykorzystując koc termiczny, ale źle odbijała światło, na twarzy powstawały takie refleksy jak przeglądając się w wodzie, nierówne.

    • dr5000's Gravatar dr5000
      15 marca 2014 at 08:12 | Permalink

      Przyjrzyj się na filmie i sama ocen – sa przykładowe zdjecia. Koc termiczny to z pewnościa zły pomysł :)

      • Żaneta's Gravatar Żaneta
        17 marca 2014 at 07:54 | Permalink

        Ok, dziękuję :) w takim razie szukam prawdziwej blendy ;-)

    • Łukasz's Gravatar Łukasz
      14 maja 2014 at 13:15 | Permalink

      Ooo… dzięki za pomysł na imitację odbicia światła od wody ;) i do tego koc waży mniej niż blenda

      A tak w ogóle, bardzo fajny dr5000, chyba Was niebawem „zaspamuję” na fejsie, jacy to Zajbeiści (przez duże Z *rebus be*) jesteście… bo jesteście :)

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *